Fremdbeitrag der poln. Zeitung “wyborcza.pl”: ‘Aus Danzig wurde Gdansk”, Interview mit Dr. Piotr Perkowski, von Maciej Drzewicki

Achtung: dies ist eine direkte, nicht korrekturgelesene Wiedergabe eines Fremdbeitrags, zu dem der R.DA ggf. (noch) keine Stellung bezogen hat; die Wiedergabe dient ausschliesslich dem Zweck, freistädtische Repräsentierte an zentraler Stelle darüber zu informieren, wann, wo, wie und von wem an fremden Stellen über die die freistädtischen Belange direkt oder indirekt betreffenden Themen berichtet wird. Revidierbare Quellen: Fundstelle (online), oder PDF (R.DA-Archiv).


‘Aus Danzig wird Gdansk…” Rozmowa z Piotrem Perkowski, von Maciej Drzewicki

Z Danzigu Gdansk
04 kwietnia 2015 | 01:00

Pierwszych Polaków, którzy przyjechali do Gdanska w kwietniu 1945 r., wital makabryczny widok: zaraz po wyjsciu z dworca ujrzeli wisielców dyndajacych na latarniach.
Artykul otwarty w ramach bezplatnego limitu prenumeraty cyfrowej

70 lat temu Armia Czerwona zdobyla Gdansk. Naloty na miasto rozpoczely sie 9 marca 1945 r., a przez kolejne trzy tygodnie trwaly zazarte walki uliczne. 23 marca Sowieci zajeli Sopot, dotarli do Zatoki Gdanskiej i rozdzielili oddzialy niemieckie broniace Gdanska i Gdyni. Szturm w kierunku Gdanska ruszyl z pólnocy, zachodu i poludnia, a walki trwaly do 30 marca (choc ostatnie punkty oporu zlikwidowano kilka dni pózniej). Juz w kwietniu pod sowieckim nadzorem w Gdansku zaczela powstawac polska administracja, a z glebi kraju naplywali Polacy.

Maciej Drzewicki: Jak wygladal Gdansk na poczatku kwietnia 1945 r.?

Piotr Perkowski: Byl bardzo zniszczony. Nie wszystkie dzielnice, ale np. Glówne Miasto, czyli zabytkowa czesc Sródmiescia, czy centrum Wrzeszcza lezaly w gruzach. Ludzie wysiadajacy z pociagów na ocalalym dworcu stali przed jego majestatycznym budynkiem, a potem patrzyli na panorame zniszczonego miasta. To robilo wrazenie i pojawia sie niemal w kazdej relacji z tamtego okresu.

Tak jak wisielcy wzdluz Adolf-Hitler-Strasse, jak nazywala sie wówczas al. Zwyciestwa…

– Niemcy do ostatnich dni wieszali dezerterów. Rozkaz Hitlera byl jasny: walczyc do ostatniego zolnierza. Tymczasem niemalo sposród obronców, czesto chlopców lub starszych mezczyzn wcielonych w ostatniej chwili, nie wytrzymywalo psychicznie i chcialo sie poddac. Wielu powieszonych to niewinne ofiary tej wojny.

Niewinne ofiary?

– Mówimy tez o 15-latkach, chlopakach niepodlegajacych poborowi do ostatnich tygodni wojny, niewyszkolonych, a w koncu wyciaganych sila z domów. Nagle dostawali bron i mieli walczyc. Wojna dlugo toczyla sie daleko, jeszcze latem 1944 r. na plazach w Sopocie opalaly sie tlumy ludzi, w Gdansku dzialaly teatry i kina, a frekwencja byla wysoka. Cenzura nie pozwalala informowac o tym, co rzeczywiscie dzialo sie na froncie, propaganda trabila o sukcesach, o Wunderwaffe, a ludzie cieszyli sie, ze 20 lipca 1944 r. Hitler przezyl zamach pulkownika Stauffenberga. Ale gdanszczanie zdawali sobie sprawe, ze III Rzesza przegrywa wojne. Dostawali przeciez listy z frontu od mezów, synów. Przyjmowali zszokowane rodziny z innych miast Rzeszy po nalotach dywanowych, potem uciekinierów z Prus Wschodnich. Mimo cenzury mozna sie bylo domyslic, jak trudna jest sytuacja.

Istnieje wiele relacji o mordach i gwaltach popelnionych po zdobyciu miasta przez zolnierzy radzieckich na cywilach.

– Na tydzien, dwa radzieccy dowódcy zostawiali swym podwladnym wolna reke, a dowództwo dawalo do zrozumienia, ze za to, co zrobia, kar nie bedzie. Zolnierze czuli sie bezkarni i usprawiedliwieni, dzialalo prawo stada. Przede wszystkim gwalcili – w raportach napisanych przez lekarzy z terenu woj. gdanskiego od kilkunastu do nawet 90 proc. kobiet w punktach z pomoca medyczna mialo choroby weneryczne. Pózniej ta fala opadla, ale co najmniej do lata 1945 r. wladze administracyjne nie potrafily zapewnic w miescie bezpieczenstwa. Do przemocy dochodzilo przede wszystkim w mieszkaniach. Wciaz, choc juz nie na taka skale, zdarzaly sie gwalty, z tym ze teraz sprawcami byli przede wszystkim Polacy. Mezczyzni polscy przemoca wdzieraja sie do mieszkan Niemców, dopuszczajac sie gwaltów na Niemkach – pisal jeden z lekarzy.

Kiedy mozna mówic o poczatkach polskiej administracji?

– Na poczatku kwietnia dzialaly przynajmniej trzy duze grupy operacyjne wyslane z centrali, w tym grupa wojewody Mieczyslawa Okeckiego i grupa prezydenta Franciszka Kotusa-Jankowskiego, które ze soba rywalizowaly. Najpierw polska wladza pojawila w Oliwie, jako ze zostala ona zdobyta tydzien wczesniej niz Glówne Miasto. Burmistrzem (miejscowi naciskali, zeby tak jak to bylo do 1926 r., Oliwa stala sie znów odrebnym miastem) zostal Hermann Klatt, tutejszy.

Niemiec?

– Tak sugeruje nazwisko? Urodzil sie w Lodzi. Opublikowalem raport podpisany przez niego napisany dobra polszczyzna. W pismach urzedowych Klatt podkreslal, ze kazdy z jego urzedników jest “prawdziwym Polakiem”, choc pewnie wiekszosc mieszkanców Oliwy mówila w domach po niemiecku. Szybko zostal aresztowany, bo mial figurowac na folksliscie.

Ilu Polaków bylo w Gdansku w kwietniu 1945 r.?

– Wedlug pierwszego spisu ludnosci z czerwca tamtego roku w miescie znajdowalo sie 134 tys. ludzi, w tym 8,5 tys. Polaków. Reszta zostala zakwalifikowana jako Niemcy, plus troche cudzoziemców, ale trzeba pamietac, ze w przypadku osób kwalifikowanych jako Niemcy sprawa jest skomplikowana, byli wsród nich np. Kaszubi, duzo rodzin mieszanych. W kwietniu zaczeli sie pojawiac nowi mieszkancy, jeszcze nie w transportach zorganizowanych, lecz na wlasna reke – przybywali pociagami towarowymi, ciezarówkami, na piechote. Glównie mlodzi mezczyzni, którzy uslyszeli o zdobyciu miasta i o tym, ze mozna sie w nim osiedlic. Ale nie wiedzieli jeszcze, czy Gdansk aby na pewno bedzie w Polsce, jak wyglada tam sytuacja. Nic dziwnego, ze nie jechali od razu z rodzinami, a najpierw sami – na przeszpiegi.

Wysiadali na dworcu i co dalej?

– Szukali noclegu. Szli do placówki Czerwonego Krzyza, dowiadywali sie, ze w tymczasowej siedzibie we Wrzeszczu dziala juz jakis urzad repatriacyjny czy inny tymczasowy urzad, wiec szli tam. Czesc juz wczesniej rozmawiala z kolejarzami, którzy pierwsi przyjechali do Gdanska i doskonale wiedzieli, gdzie sa wolne mieszkania.

Szli ulicami i patrzyli, który dom malo zniszczony i mozna sie tam wprowadzic?

– Mniej wiecej. Najpierw zajmowali wolne mieszkania, ale gdy zaczelo ich brakowac, spogladali na te zajete przez ludzi mówiacych po niemiecku. Jest wiele relacji o Niemkach mieszkajacych w atrakcyjnych lokalach i szukajacych jakiegos opiekuna. Same nie byly w stanie sie obronic, wiele zmagalo sie z trauma niedawnej przemocy. Powstawala specyficzna sytuacja: Polacy wchodzili w relacje z tymi Niemkami. Oczywiscie opowiesci o tym zostaly po latach wyidealizowane, ze niby Niemki zawsze byly wdzieczne, a Polacy rycerscy. Pewnie milosci i romanse sie zdarzaly, ale trudno mówic o takim samym polozeniu – ludzie o sklonnosciach do aktów przemocy mieli szerokie pole do popisu. Nie brakowalo, rzecz jasna, porzadnych, którzy po prostu przez pewien czas mieszkali z tymi Niemkami czy niemieckimi rodzinami, wiedzac jednak z komunikatów, ze wkrótce zostana one wysiedlone.

Mieszkan pewnie nie starczylo na dlugo?

– Tzw. glód mieszkaniowy pojawil sie juz jesienia 1945 r. Do Gdanska przyjezdzaly kolejne transporty repatriantów i powstawalo pytanie, co z nimi zrobic, skoro wiekszosc mieszkan zostala juz zajeta. W rzeczywistosci wolnych jeszcze troche bylo, ale nie dzialal system informacji. Od urzedników slyszalo sie: “Niech pan sobie idzie i cos poszuka. A jak juz cos znajdzie, to niech pan kupi na bazarze rewolwer i pilnuje”. Szukali wiec na wlasna reke. Juz w 1945 r. wladze próbowaly uporzadkowac sytuacje mieszkaniowa, ale bez wiekszego efektu. Szybko za to zaczely sie wysiedlenia ludnosci niemieckiej, w Oliwie i we Wrzeszczu juz pózna wiosna i latem 1945 r., co z punktu widzenia prawa bylo co najmniej watpliwe, bo o losie Niemców znajdujacych sie na wschód od Odry mocarstwa zdecydowaly dopiero z poczatkiem sierpnia w Poczdamie. Nie bylo tez decyzji wojewody gdanskiego.

Do wiosny 1946 r. z Gdanska wysiedlono 90 tys. ludzi…

– Wielu chcialo po prostu uciec. Ponadto ci, którzy nie mogli przejsc weryfikacji narodowosciowej (poddawani jej byli wszyscy mieszkancy niemajacy przed wojna obywatelstwa polskiego), zostali wysiedleni. Ulica po ulicy. Jednak wielu przedwojennych gdanskich Polaków przechodzilo weryfikacje i zostawalo. A ze potem, na przelomie lat 40. i 50. czy juz po 1956 r., wyjechalo, to inna sprawa. Wsród nich byly tez rodziny obronców Poczty Polskiej i ludzi zwiazanych przed wojna z miejscowa Polonia.

Dlaczego wyjechali?

– Ktos moze powiedziec, ze chcieli lepszego zycia, ale prawda jest bardziej skomplikowana. W Gdansku jeszcze wiele lat po wojnie najistotniejszym kryterium podzialu mieszkanców byl ten na ludnosc naplywowa i miejscowa. Miejscowi nie czuli sie jak u siebie i narzekali, ze w Wolnym Miescie jako Polacy byli obcy, a teraz sa traktowani podobnie, tyle ze uwaza sie ich za Niemców.

W 1945 r. mieszkancy Gdanska musieli sie tez zmagac z epidemiami.

– Przede wszystkim duru brzusznego. Przypadki grozniejszego tyfusu plamistego na szczescie nie byly tak czeste, odnotowano tez pare innych chorób, nawet tak egzotycznych jak cholera. W jednym z raportów z wiosny 1945 r. znalazlem informacje, ze w co drugim domu znajdowala sie osoba chora. Spolecznosc Gdanska tworzyly wówczas glównie kobiety, dzieci i osoby starsze, w czasie migracji, walk i zniszczen smiertelnosc musiala byc duza. Trzeba jednak przyznac, ze nowe wladze w sferze dzialania sanitarnego potrafily sie swietnie zorganizowac, zarzadzajac m.in. kontrole sanitarno-epidemiologiczne w domach czy dezynfekcje odziezy. Stosunkowo szybko tez uruchomiono wodociagi z woda nadajaca sie do picia.

Gdansk w 1945 r. to ruiny, choroby i przemoc, ale na zdjeciach widac usmiechnietych ludzi.

– Cieszyli sie z konca wojny, ze bomby juz nie leca z nieba. Zaczynali nowe zycie.

Kiedy ruszyla odbudowa?

– Juz w kwietniu. Ludzi nie trzeba bylo namawiac do pomocy. Najpierw odgruzowano ulice, zeby mozna bylo dostarczac np. zywosc. Mieszkancy na wlasna reke reperowali dachy, wstawiali okna i oczywiscie szabrowali sasiednie budynki, ale czesto nie po to, by sie wzbogacic, lecz by np. zdobyc materialy do naprawienia swojego domu. Wladze organizowaly odgruzowywanie najbardziej zniszczonych czesci miasta. Wynagrodzeniem byla zywnosc, a Polacy dostawali wiecej niz Niemcy, którzy odgruzowywali przymusowo i wykonywali najciezsze prace, np. wynosili trupy z piwnic.

W sierpniu 1946 r. w Gdansku wybuchl strajk dokerów nazywany czasami pierwszym buntem robotników przeciwko wladzy ludowej.

– Nie laczylbym go z protestem przeciwko nowemu ustrojowi. Przed wojna nad Zatoka Gdanska strajki w portach tez sie zdarzaly. Dokerzy nie mieli moze najgorzej, ale chcieli wiecej. Lepszych warunków pracy tez, ale przede wszystkim sprzeciwiali sie ograniczeniom dotyczacym terenów portowych, na których rozladowywano statki z transportami UNRRA; chodzilo o zakazy wynoszenia przedmiotów czy czeste kontrole skutkujace zwolnieniem z pracy. To nie byly postulaty polityczne.

Ale wladza tak je potraktowala.

– Reakcja byla brutalna: otoczono kordonem gdanski Nowy Port, protestujacych aresztowano. Potem zostali zwolnieni z pracy, a niektórzy musieli opuscic województwo gdanskie jako tzw. element zbedny.

Podczas zamieszek zginal funkcjonariusz Urzedu Bezpieczenstwa.

– W tlum demonstrujacych przed urzedem pracy wmieszalo sie trzech ubeków. Zostali rozpoznani, a jeden – Kazimierz Gronkiewicz, pózniejszy patron jednej z portowych ulic – najprawdopodobniej zastrzelony. W Nowym Porcie w tamtych czasach nie tylko straz portowa miala bron, czesto dochodzilo do strzelanin. Jesli Gdansk i inne ziemie poniemieckie uwazalo sie w 1945 r. za “Dziki Zachód”, to Nowy Port pozostal nim przez caly okres stalinizmu.

Euforia pierwszych powojennych miesiecy przeminela, a problemy zostaly.

– Najbardziej zniszczonym duzym miastem byla Warszawa, potem Wroclaw i Gdansk. Potrzeby mieszkaniowe okazywaly sie gigantyczne, tym bardziej ze pracy w miescie nie brakowalo, dynamicznie rozbudowywal sie przemysl stoczniowy, dzialaly porty, dobrze funkcjonowaly turystyka, uslugi, handel. Wladze szybko zdecydowaly sie na wprowadzanie ograniczen: zeby mieszkac w miescie, trzeba bylo miec prace lub sie uczyc, a do juz zamieszkanych lokali dokwaterowywaly kolejne rodziny. Na kilkudziesieciu metrach zylo czasem kilkanascie osób. Przywrócily przedwojenne przepisy o “pasie nadgranicznym”, na podstawie których mozna bylo dowolnie wysiedlac ludzi – przedsiebiorców, inteligencje, ale tez prostytutki, marynarzy, dezerterów, folksdojczów. Ktos odbudowal dom, ale caly czas czul sie zagrozony, bo na podstawie przepisów o “elemencie zbednym” mógl zostac wysiedlony. Kazdy wiedzial, ze jesli sie narazi, moze dostac dwa tygodnie na spakowanie sie i opuszczenie województwa. Po raz pierwszy nowe wladze skorzystaly z tych przepisów wobec dokerów.

Skad ludzie przyjezdzali do Gdanska?

– Wedlug statystyk ponad 60 proc. osadników przybylo z Polski srodkowej i poludniowo-wschodniej oraz Wielkopolski, natomiast repatrianci zza Buga stanowili ok. 15 proc. Plus troche repatriantów z Zachodu. Pochodzenie dlugo stanowilo glówne zródlo antagonizmów. Zreszta naplywowi i miejscowi tez byli miedzy soba mocno podzieleni. Miejscowi na mniej i bardziej prawdziwych Polaków, na Kaszubów i innych. Naplywowi: na tych z Kresów, np. spod Wilna, którym wytykano dziwny akcent i wiejskie maniery, na warszawiaków, o których mówiono, ze to najwieksi karierowicze, a ci z Lodzi – szabrownicy.

Kiedy oni wszyscy zaczeli myslec o sobie, ze sa gdanszczanami?

– Dopiero w latach 60., gdy nastapila zmiana pokoleniowa. Wówczas konczyl sie podzial na warszawiaków, wilnian i przybyszy z innych miast. Dzieci nadal bawily sie w wojne, w Polaków i Niemców, ale jesli pojawialy sie konflikty, to raczej miedzyosiedlowe, inaczej przebiegaly juz linie podzialu. Wszyscy czuli sie gdanszczanami.

*Dr hab. Piotr Perkowski – historyk Uniwersytetu Gdanskiego specjalizujacy sie w dziejach najnowszych, szczególnie historii spolecznej, autor ksiazki “Gdansk – miasto od nowa”